To był jeden z tych dni, które przypominają, dlaczego kocham fotografować śluby. Monika i Damian – para z cudowną energią, dystansem do siebie i ogromnym uczuciem, które było widać w każdym spojrzeniu i geście. Bez pozowania, bez udawania – tylko prawdziwe emocje i historia, która działa się sama.
Przygotowania przebiegały w wyjątkowym luzie, ale mimo tego czuć było ekscytację. Trochę śmiechu, trochę wzruszeń – wszystko dokładnie tak, jak lubię. Ceremonia była intymna i bardzo poruszająca. Monika w swojej sukni wyglądała zjawiskowo, Damian nie mógł oderwać wzroku – i trudno mu się dziwić.
Po ślubie przyszedł czas na świętowanie. Wesele? Petarda. Od pierwszego tańca było wiadomo, że ta ekipa nie zamierza siedzieć przy stołach. Taniec, śmiech, uściski, rozmowy do rana – idealne tło dla reportażu, w którym nic nie było wyreżyserowane, a wszystko prawdziwe.
Dziękuję Wam, Monika i Damian, za zaufanie, luz i za to, że mogłem być częścią tego dnia. Uchwyciłem dla Was nie tylko obrazy, ale i emocje. Mam nadzieję, że za każdym razem, gdy do nich wrócicie, poczujecie to wszystko od nowa.